![]() |
![]() |
|
| Powrót | ||
|
|
Zrozumieć twórczość Le Clézio
We
Francji Jean-Marie Le Clézio oceniany jest z rzadką jednomyślnością. W latach 90.
został wybrany przez czytelników miesięcznika „Lire” najlepszym
żyjącym pisarzem francuskim. Liczni krytycy i czytelnicy, bardzo
wyrobieni i wymagający, są nim zafascynowani.
Francuzi
dobrze rozumieją pisarstwo Le Clézio, gdyż francuska tradycja literacka
przygotowała ich do tego odbioru. Twórczość Le Clézio wpisuje się w pewien
nurt myślowy obecny we Francji, od Montaigna, przez Rousseau, po Antonina
Artaud i Lévi-Straussa. Oczywiście
żaden pisarz nie zachwyci wszystkich. Czytelnik, który szuka w książkach
zgrabnie opowiedzianych historii, wyraźnie nakreślonych postaci, problemów
psychologicznych ludzi żyjących w społeczeństwie przemysłowym, w książkach
Le Clézio ich nie znajdzie. Tego pisarza zupełnie nie interesują problemy
ludzi, dla których, jak mówi, „ważne jest to, co posiadają i to, czym
zarządzają”. Le
Clézio to pisarz kontemplacyjny. Ucieka od zgiełku, wrzawy, pośpiechu miasta.
Jego ulubionym miejscem jest „teren dziki”, czy będzie to teren
niezabudowany w mieście, czy bezmiar pustyni, oceanu, lasu. I tam zachwyca go
spektakl świata, który opisuje w sposób bardzo poetycki. To, co nadaje tej
literaturze niezwykłą moc to najpierw język, prosty, pozbawiony wszystkiego,
co błyszczy, a jednocześnie poetycki, działający jak inkantacja. A potem,
jej wymiar filozoficzny, ukryty pod pozorną prostotą przekazu. Le Clézio nie
jest filozofem, jest pisarzem, nie używa języka dyskursywnego, nie tworzy żadnego
systemu. Ale w jego sposobie przedstawienia pustyni, wulkanów, morza, w podtekście
luźnej narracji, w historiach, które opowiada, zawarta jest fascynująca
refleksja nad człowiekiem i światem. Książki Le Clézio należałoby może czytać jak
mity, które są pozornie proste, pozornie niezborne, ale posiadają moc
inkantacji i zawierają głęboki przekaz, który należy rozszyfrować. Żeby
scharakteryzować twórczość Le Clézio sparafrazuję zdanie z jego pięknej
książki: „Raga. Ujrzałem niewidzialny kontynent”. Jego
twórczość jest próbą przedstawienia świata, który dla nas, ludzi Zachodu,
pozostawał i do dziś pozostaje niewidzialny, dlatego że jesteśmy ślepi. Ten
niewidzialny świat to świat kultur tradycyjnych: nomadów pustyni, ludów
Oceanii, amerykańskich Indian, ludów Afryki. Kultury te w inny niż my sposób
pojmują świat i człowieka, i przez to właśnie czynią go mniej nieszczęśliwym.
Trzeba to dobrze zrozumieć. Nie chodzi tu o żadną fascynację „dobrym
dzikusem”. Dla Le Clézio ludy te nigdy nie były ani dobre ani dzikie.
Ale wypracowały wartości, która potrafiły je ochronić
przed duchowym i materialnym spustoszeniem, przed którym cywilizacja zachodnia
nie potrafiła się ochronić. Tymczasem, i Le Clézio podkreśla to dobitnie w
swoich esejach, podeszliśmy do tych kultur z niewiarygodną, barbarzyńską
arogancją, próbowaliśmy zetrzeć je z powierzchni ziemi, nie zadając sobie
trudu, żeby cokolwiek z nich zrozumieć. A i dziś, mówi Le Clézio, nie postępujemy
inaczej, gdy odrzucamy takie pojęcia jak „filozofia Indian, literatura
ustna, względność kultur”. To właśnie z tą ślepotą nie może się
pogodzić Le Clézio. W przemowie, którą wygłosił 7 grudnia w Sztokholmie
zadedykował swoją nagrodę Nobla Elwirze, indiańskiej gawędziarce, która w
dżungli panamskiej opowiadała historie i mity
w sposób tak piękny, tak sugestywny, tak bogatym językiem, że w tym głuchym,
odległym miejscu tworzyła najczystszą, najbardziej autentyczną literaturę. Le
Clézio przedstawia te kultury nie z zewnątrz, jako obojętny obserwator, ale od
wewnątrz, przyjmując ich punkt widzenia, który staje się jego własnym. W
sferze duchowej charakterystyczny jest dla niego animizm właściwy kosmogonii
amerykańskich Indian. Dla Le Clézio nie ma różnicy między materią i
duchem, przyroda, którą opisuje, przepojona jest boskością. Człowiek z
kolei stanowi część składową świata, nie lepszą ani gorszą od innych
form stworzenia. Dzięki temu pozbawiony jest arogancji, świadomy jest własnych
ograniczeń, co jest zbawienne i dla niego i dla świata. Ta koncepcja nie
istnieje w kulturze zachodniej. Mówi o tym dobitnie Claude Lévi-Strauss, który
bez wątpienia wywarł duży wpływ na Le Clézio. Lévi-Strauss krytycznie odnosi się do
tradycji europejskiego humanizmu. Humanizm Renesansu, tkwiący korzeniami w myśli
judeochrześcijańskiej, zdefiniował człowieka jako istotę myślącą, wyniósł
go ponad inne stworzenia, uczynił z niego pana i władcę, co zaowocowało
wyrzuceniem poza arbitralnie wyznaczone granice całych odłamów ludzkości, w
pierwszej kolejności tych, które poznanie świata oparły nie na myśli, a na
intuicji. A potem przyszła kolej na inne odłamy ludzkości, o czym przekonaliśmy
się w Europie. Taka koncepcja człowieka obca jest kulturom tradycyjnym. W
„Uranii” Indianin Jadi zaleca mieszkańcom Campos skromność i
pokorę, bo tylko wtedy będą zdolni do przyjęcia prawdy. Żeby stać się człowiekiem,
mówi Jadi, trzeba nauczyć się być małym. Le
Clézio pokazuje w swoich książkach, że kultury tradycyjne, indiańskie,
afrykańskie pojmują człowieka w sposób pełny, z jego siłą i z jego słabością,
niedoskonałością. A także z jego wyobraźnią, intuicją, które są równie
ważne jak rozum. Jest w „Uranii” piękna scena, gdy Jadi tłumaczy
Rafaelowi, że podczas patrzenia w niebo należy zapomnieć o wszystkim, co się
wie, nie liczy się bowiem wiedza, ale instynktowne odgadywanie świata,
intuicyjne poznanie. I daje przykład: przed wiekami Indianie Dine, czyli Nawaho,
byli przekonani, że ziemia jest płaska, a góry wypełnione są źródlaną
wodą, dzisiaj mamy o ziemi i górach inną wiedzę, a za sto lat odkryjemy nowe
wymiary, światy bez grawitacji i nasza wiedza będzie jeszcze inna. Ale
wszystkie te stadia wiedzy są siebie warte, gdyż wiedza nie ma nic wspólnego
z poznaniem, nie zbliża nas do niego. Poznanie, czyli doświadczenie duchowości
świata – prawdy, jak mówi Jadi – może być tylko intuicyjne, albo
nie będzie go wcale. Jest w tym mądrość amerykańskich Indian, mądrość
ludów Wschodu. A według wielkiego teoretyka religii René Guénona ta mądrość
istniała również w naszej kulturze, ale została zapomniana. Mówi
się czasem, że, przedstawiając te kultury, Le Clézio szuka egzotyki, że
praktykuje naiwny egzotyzm. Są to opinie powierzchowne i błędne. Równie błędne
jest powiedzenie, że Le Clézio jest pisarzem podróżnikiem. Le Clézio mógłby
za Lévi-Straussem powiedzieć, że nie cierpi podróżników i podróży. Dla
niego turystyka do egzotycznych krajów to rodzaj eksploatacji tych ludów, to
traktowanie ich w sposób instrumentalny jako urlopowej rozrywki. W książce
„Raga. Ujrzałem niewidzialny kontynent” jest bardzo piękne zdanie
dotyczące podróży. Le Clézio mówi: „Jedynym celem podróżowania
powinna być chęć zmierzenia własnych niekompetencji”. Jest w tym cały
Le Clézio. Traktuje on inne kultury w sposób partnerski, widzi w nich
alternatywę dla naszego zagubienia, źródło inspiracji, a nawet ratunek. W
filozofii tych ludów Le Clézio znalazł po części odpowiedź na pytanie o
przyczynę klęski zachodnich społeczeństw. I
o tym właśnie mówi we wszystkich książkach, ale za każdym razem inaczej.
Powraca do tych samych tematów w inny sposób. Systematycznie przedstawia dwa
światy: świat kultur naturalnych, „pełnych piękna i elegancji” i
świat zachodni, czyli świat ludzi, którzy się pomylili. Pod względem
materialnym, pierwszy jest biedny, ale to dlatego, że ludzie nad wygodę przedkładają
wolność, a drugi bogaty, ale jego bogactwo opłacone jest między innymi
zniewoleniem. Według Le Clézio rewolucje i rewolty wybuchają w świecie
bogatym. Nie ma ich natomiast w kulturach tradycyjnych, bo te wypracowały równowagę
między człowiekiem i światem, jednostką i zbiorowością, ciałem i duchem.
Rewolty to wynik wszelkiej przesady, załamania równowagi, zagubienia. Ludzie
Zachodu przekonani są o własnej nieomylności, a jednocześnie przechodzą od
kryzysu do kryzysu. Wyczerpali wszystkie możliwości naprawy swojego świata. W
„Uranii” Le Clézio drwi z tego, mówiąc, że jedna rewolucja zastępuje
drugą, jedna teoria zastępuje drugą, jeden system budowany jest na miejsce
innego. Zawsze z tym samym skutkiem. Bo te próby naprawy świata są siebie
warte. A wszystko dlatego, że ludzie Zachodu próbują reformować system, nie
podważając jego zasady. Dlatego ratunek może przyjść tylko z zewnątrz, od
ludzi, którzy organizację społeczną, koncepcję człowieka i świata oparli
na innej zasadzie. I tutaj Le Clézio podkreśla zbawienną rolę kulturowej
metyzacji. Ta metyzacja nie polega na narzuceniu wszystkim ludom modelu kultury
zachodniej jako kultury dominującej, ale na przejęciu przez kulturę zachodnią
wzorów z zewnątrz. Na wsłuchaniu się w te kultury. Zresztą to już następuje:
przejmujemy od tych kultur szacunek do ziemi, która nie może być nam poddana,
przejmujemy ich duchowość, muzykę, sposób odżywiania się, swobodę w
edukacji dzieci. Społeczność Campos w „Uranii” jest przykładem
takiej kulturowej i językowej metyzacji. Te kultury zaczynają nam się narzucać
nie drogą podboju i agresji, ale przez własne piękno, własną mądrość.
Potrafiły z determinacją, z wiarą w siebie przetrwać podboje, chrystianizację,
kolonizację i czekać, aż zostaną uznane. Dlatego w „Uranii” mówiąc
o tych ludach, Le Clézio używa często słowa „niezniszczalny”. O
Lili z Laguny mówi: jesteś niezniszczalnym korzeniem, jesteś nieśmiertelna.
Ludzie z Campos odfrunęli jak motyle, jakby nie można było ich zniszczyć.
Juan Uacus ma twarz jakby wyciosaną w bazalcie, wieczną, niezniszczalną. Oczywiście Le Clézio nie mówi tego wszystkiego w ten sposób, nie mówi tego tak wyraźnie, dobitnie. Wszystko przekazuje za pomocą środków literackich, opowiadając historie, opisując pejzaże, robiąc poetyckie, zaskakujące czasem porównania, a do nas, do czytelników, należy rozszyfrowanie tego przekazu. Zofia Kozimor Wypowiedź w audycji Ewy Stockiej-Kalinowskiej: «Jean-Marie Gustave Le Clézio – Noblista 2008», Wieczór literacki, Polskie Radio 2, 14 grudnia 2008 roku. ________________________ ©Zofia Kozimor |
|
| Powrót | ||