Powrót                                               

 

 

Bernard Guetta

 

 

Haiti, wyspa zapomniana przez szczęście

 

„Fatalność — będzie się mówić, a przecież nie o nią wcale chodzi. Owszem, fatalnością jest trzęsienie ziemi, choć kraj nie tak absolutnie biedny jak ten miałby solidniejsze budynki, dysponowałby sprawniejszą, lepiej wyposażoną pomocą, zdolną do niezbędnego minimum wobec tej nawały potworności. Lecz jeśli chodzi o resztę?

 

Jeśli chodzi o resztę, żadna fatalność nie może wytłumaczyć wieków nieszczęścia, do których sprowadza się historia Haiti. Nie do końca wiemy, jak wyglądało życie przed 1492 rokiem, ale gdy tylko Krzysztof Kolumb odkrył tę cudowną wyspę, której nadał nazwę Hispaniola, Mała Hiszpania, gorączka złota przekształciła rdzenną ludność w niewolników dziesiątkowanych przez wycieńczającą pracę, okrucieństwo okupantów i choroby przywiezione z Europy, na które tubylcy nie byli uodpornieni.

 

Gdy skończyło się złoto w zachodniej części wyspy (terytorium dzisiejszej Republiki Haiti), Hiszpania zajmuje część wschodnią (dzisiejszą Dominikanę), tę zaś pod koniec XVI wieku zastępuje Francja, wprowadzając uprawę tytoniu, produkcję indygo, dochodząc do ogromnego bogactwa dzięki eksportowi biedaków, którym obiecuje się ziemie, i importowi afrykańskich niewolników.

 

Obok tytoniu wprowadza się uprawę trzciny cukrowej i kawy. W 1789 roku kolonia liczy 500000 niewolników na 32000 białych i mniej więcej tyle samo mulatów i wyzwoleńców. Wiatr rewolucji dociera do wyspy. Prowadzeni przez mulatów i wyzwoleńców niewolnicy powstają i po wielu epizodach, w 1804 roku, Haiti staje się mitem, pierwszą Republiką murzyńską i najstarszym po Stanach Zjednoczonych niepodległym krajem Ameryki.

 

Przywrócenie porządku? Triumf sprawiedliwości? Nie, gdyż zwycięscy niewolnicy otrzymują w spadku biedę i akulturację, głodne brzuchy i żądne rewanżu serca. Ofiary niekoniecznie stanowią najlepszych ludzi, mądrych, wzorowych obywateli zdolnych wziąć sprawy w swoje ręce. Gorzej jeszcze, po uzyskaniu niepodległości pogłębia się antagonizm społeczny i rasowy między Murzynami i mulatami, między wyklętymi ziemi i pół-białymi, którzy są lepiej wykształceni, bogatsi i żądni władzy nad plebsem.

 

Z pozbawioną wszystkiego większością, wyposażoną w atuty mniejszością i walką między nimi Haiti znosi do dziś skutki niewolnictwa i wiekowych cierpień, które są przyczyną chronicznego braku stabilności, dwóch wieków nieustających zamachów stanu, wiecznej rewolty, groteskowych dyktatur i krótkotrwałych nadziei wybuchających nagle i nagle gasnących.

 

Paradoksem Haiti jest to, że owo skupisko nieszczęść nie pozostawia ludzi obojętnymi: ani zdekolonizowanej Afryki, której Republika Haiti 150 lat wcześniej pokazała drogę, ani Watykanu i świata katolickiego, jako że Haitańczycy są katolikami, ani Francji, gdyż na Haiti mówi się po francusku, a haitańska inteligencja należy do wiodącej w całej frankofonii, ani Stanów Zjednoczonych, do których każdy kryzys w Haiti przygania rzesze uchodźców. Gdy mówi się, że w tym kraju trzeba odbudować wszystko, to naprawdę wszystko, absolutnie wszystko.”

***

 

Bernard Guetta — jeden z najwybitniejszych francuskich publicystów. Przyjaciel Polski i Polaków. W latach 1980-1981 korespondent dziennika "Le Monde" w Warszawie. Między innymi felietonista radia France Inter.

Powyższy tekst jest felietonem radiowym z cyklu "Géopolitique" wygłoszonym 14 stycznia 2010 roku, zamieszczonym na stronie: http://sites.radiofrance.fr/franceinter/chro/geopolitique/index.php?id=87403

________________________

©Zofia Kozimor

 
   Powrót

Do góry