![]() |
![]() |
|
| Powrót | ||
|
|
Ceremonia dojrzewania Na Hi Es
Ceremonia
dojrzewania organizowana dla młodej dziewczyny przekształcającej się w
kobietę jest najważniejszym i najmocniej przepojonym sensem obrzędem Apaczów.
Jest hołdem oddanym Kobiecie Pomalowanej na Biało, pramatce wszystkich ludzi i
opiekunce ludu Nde. Niegdyś
ceremonię tę organizowano bez wyjątku dla każdej dziewczyny w wieku
dojrzewania (między czternastym a szesnastym rokiem życia). Bywało, że
odprawiano nawet dwie ceremonie: najpierw „małą”, w kręgu
rodzinnym, wkrótce po pojawieniu się u dziewczyny pierwszej miesiączki, a
miesiąc później „dużą”, w której uczestniczyli wszyscy członkowie
grupy krewniackiej. Dzisiaj ceremonie odbywają się najczęściej pod koniec
wiosny i latem, aby uczestniczyć w nich mogło jak najwięcej osób. Przygotowanie
ceremonii jest pracochłonne i wymaga dużych nakładów. Rodziny młodych
dziewczyn szykują się do niej przez całe lata. Nie wszystkie mogą sobie
na nią pozwolić. Często organizuje się ceremonię dla dwóch dziewcząt
jednocześnie, żeby zmniejszyć wydatki. Wysokie koszty wynikają z faktu, że
tradycyjnie wszyscy goście dostają prezenty. Ceremonia trwa cztery dni i przez
ten czas należy zaproszonym zapewnić wyżywienie, trzeba opłacić tancerzy,
szamanów, wznieść konstrukcje potrzebne do rozmaitych obrzędów, przygotować
kosztowny strój. Niegdyś jelenie skóry na ceremonialne ubranie zdobywał
podczas polowania ojciec dziewczyny wraz z braćmi i krewnymi. Na suknię
potrzeba było przynajmniej pięciu skór, ale gromadzono ich więcej na wypadek,
gdyby któraś została uszkodzona podczas wyprawiania. Babka bądź matka
zajmowały się szyciem i haftowaniem sukni. Ich pracy towarzyszyły modlitwy
szamana, a częściej szamanki, starszej kobiety o dużej mocy. Przygotowanie
stroju zajmowało nawet kilka miesięcy. Dzisiaj skóry na strój trzeba kupić.
Niemniej podczas ceremonii młode dziewczyny ubrane są jak dawniej w piękne skórzane
suknie, białe bądź żółte, ozdobione frędzlami, barwnymi haftami,
dzwoneczkami i muszelkami. Na nogach mają misternie haftowane skórzane
mokasyny do kolan. Po obrzędach suknie te są starannie przechowywane i
wyjmowane przy okazji ceremonii organizowanej dla innej dziewczyny. Dojrzałe
kobiety przychodzą na uroczystości w kolorowych strojach z materiału, na które składają się
suto marszczone spódnice do ziemi i bluzki na karczku. Jedną
z najważniejszych osób podczas ceremonii dojrzewania jest tzw. matka duchowa,
doświadczona, wyróżniająca się dużą mocą i wielką prawością kobieta,
która przez cały czas czuwa nad dziewczyną, kieruje nią i sprawuje nadzór
nad rytuałami. To ona przekazuje jej wiedzę i nauki potrzebne do stworzenia
rodziny pełnej harmonii i miłości. Nawiązuje tym samym do prastarej wiedzy,
jaką ludziom przekazała Kobieta Pomalowana na Biało. Ceremonia dojrzewania ma wielką wartość symboliczną. Przez cztery dni, ucieleśniając Kobietę Pomalowaną na Bało, młoda dziewczyna nabywa niezwykle silnej magicznej mocy i bierze pod swą opiekę lud Nde. Błogosławiąc go, zapewnia mu spokój, równowagę i szczęście. Podczas pieśni i tańców, szamani przywołują łaskę bóstw czuwających nad Apaczami: Pierwszej Kobiety, Dziecka Wody, Pogromcy Wrogów, Duchów Gór i duchowej siły Usen. Przez cztery dni grupa uczestnicząca w ceremonii staje się centrum wszechświata, prawdziwym okiem cyklonu. Kobieta Pomalowana na Biało przynosi wszystkim ukojenie i harmonię pośród wrogich sił zmagających się w kosmosie. Przywołując pamięć kobiety idealnej, ceremonia sławi podstawowe wartości Apaczów i zapewnia ich przetrwanie. *** Na
ceremonię dojrzewania młodej Anissy w San Carlos zaprosił nas jej wuj, Herb.
Zaznaczył, że wraz z dwoma pomocnikami będzie zajmował się kuchnią. Gdy przyjeżdżamy z Andrzejem w piątek rano, rozpoczyna
się drugi dzień ceremonii. W przeddzień miały miejsce tańce towarzyskie. Na
czas ceremonii jej uczestnicy zamieszkali z dala od miasteczka San Carlos. W
pustynno-górskim plenerze rezerwatu urządzili coś w rodzaju wioski. Na
terenie ogrodzonym wysokim prowizorycznym płotem rozbili namioty, poustawiali
łóżka polowe i krzesła kempingowe. Na przyległym placu urządzili miejsce
wspólnych spotkań, również ogrodzone wysokim płotem i zamykane na noc. Na
ustawionych pod płotem ławkach, pod daszkami z mat chroniącymi przed słońcem
siedzą odświętnie ubrani goście. Przypatrują się nam ciekawie, gdy
przechodzimy przez plac do kuchni. Pozdrawiamy wszystkich. Ogrodzona płotem
kuchnia jest ogromna. Rozstawiono w niej trzy długie stoły, a pod jedną ze ścian
rozpalono dwa ogniska. Herb w koszulce z mapą Stanów urzęduje pośród rondli
i patelni. Gdy wchodzimy, głośno woła i macha ręką. Obok niego stoi
dziewczyna o jasnych włosach. To Linda, półkrwi Indianka, którą poznaliśmy
rok wcześniej podczas ceremonii błogosławieństwa w Fortecy Cochise’a.
Linda mieszka w Los Angeles i do końca nie była pewna, czy przyjedzie. Udało
jej się wyrwać. Ściskamy się wszyscy serdecznie.
Linda przywiozła ze sobą namiot. Herb radzi nam rozbić go nieopodal kuchni.
Zabieramy się do roboty, gdy podchodzi młoda kobieta z prośbą, żebyśmy
zamieszkali na polu namiotowym wraz z innymi gośćmi. To zaproszenie jest
wielkim wyróżnieniem i nie możemy w żadnym wypadku odmówić. Nie mamy
zresztą najmniejszej na to ochoty. Z radością przenosimy się na teren
ogrodzony żywopłotem, gdzie rozłożyła się rodzina i najbliżsi znajomi
Anissy — bohaterki ceremonii. Kobieta, która po nas przyszła, to jej
siostra, Christina. Sama Anissa wraz z rodzicami mieszka w innym obozie.
Przedstawiamy się wszystkim, dziękujemy za zaproszenie i rozbijamy namiot.
Rodzicom duchowym Anissy przekazujemy przywiezione z Europy prezenty: buteleczkę
francuskich perfum, polską chustę z
Cepelii, kawę i papierosy. Matka wyjmuje od razu papierosy z paczek i
wkłada do pięknie wyplatanego koszyka, w którym jest już sporo papierosów.
W rodzinie Anissy prawie nikt nie pali, papierosy w koszyku przeznaczone są dla
gości. Dookoła na składanych krzesełkach siedzą przed namiotami Apacze.
Rozmawiają, żartują. Jest dużo śmiechu i zamieszania. Nie mamy krzeseł, więc
przyciągam pień drzewa, żeby na nim usiąść. Widząc to, nasi gospodarze
przynoszą nam natychmiast trzy składane krzesła i mówią, żebyśmy je
zatrzymali do końca ceremonii. Ceremonia dojrzewania jest bardzo rozbudowanym rytuałem i składa się z wielu następujących po sobie obrzędów.
Piątek Tego dnia przed południem ma miejsce wymiana poczęstunku pomiędzy naszym obozem, a obozem, w którym mieszka Anissa z rodzicami. Na placu spotkań zbierają się odświętnie ubrani goście i tworzą orszak. Na czele orszaku idą rodzice duchowi w otoczeniu bębniarzy i szamanów. Matka niesie na plecach wielki kosz wypełniony żywnością. Podobne kosze widzę na plecach wielu osób. Dudnią bębny wodne. Szamani śpiewają pieśni. Piaszczystą drogą dochodzimy do drugiego obozu.
Na czele pochodu tanecznym krokiem idą rodzice duchowi i szaman Wielki plac przed obozem jest wysprzątany i odświeżony strumieniem wody. Przybyli goście rozkładają żywność na dużych stołach w cieniu drzew i ustawiają się w kręgu. Pośrodku stoi Anissa ubrana w białą suknię symbolizują wiek młodzieńczy. We włosach ma orle pióro. Z dwóch stron dziewczyny stoją matka duchowa i najbliższa koleżanka Anissy, Samantha, która jest jej druhną. Milkną bębny. Panuje uroczysta cisza. Do Anissy podchodzi szaman z ceremonialną laską, wręcza ją dziewczynie i przekazuje wskazówki dotyczące ceremonii. Mówi o wadze modlitwy, która przez cztery dni pozwoli jej odnaleźć ducha przodków. Właściwa ceremonia się zaczęła i przebiegnie pod znakiem prastarych nauk Apaczów, dzięki którym młoda dziewczyna otworzy się na świat dorosłych. Szaman zwraca się do zebranych, przypominając wszystkim sens i rolę ceremonii, podkreślając, jak ważna jest ona dzisiaj, gdy tradycyjne życie Apaczów odchodzi w przeszłość. Po przemowie rozpoczynają się cztery tańce towarzyskie. Kobiety i mężczyźni tańczą czwórkami w rytm bębnów. Długie, kolorowe suknie kobiet mienią się w słońcu, falują na wietrze. Ludzie podchodzą do stołów i kosztują potraw. Obserwujemy wszystko z uwagą i rzecz niezwykła, za każdym razem, gdy następuje coś ważnego, podchodzą do nas Indianie, żeby wytłumaczyć w krótkich słowach sens obrzędów. Podpowiadają też dyskretnie, kiedy można robić zdjęcia, a kiedy nie. Takt, wyczucie sytuacji, delikatność tych ludzi są ujmujące.
Tańce towarzyskie Tego
samego dnia przed zachodem słońca odbywa się ceremonia, podczas której matka
duchowa uroczyście ubiera Anissę w strój ceremonialny. Nowe ubranie jest
jednym ze znaków przejścia w wiek dorosły. Wszystkie święte przedmioty leżą
w namiocie na kocu: bębny, żółty pyłek, turkusy, orle pióro, naszyjnik
zrobiony z koralików w kolorach czterech stron świata: czarnych, niebieskich,
żółtych i białych, laska oraz suknia ze skóry. Stojąc na kocu, Anissa
poddaje się ceremonii ubierania przy wskazówkach i naukach szamana. Gdy
wszystko jest skończone, jej długie czarne włosy spadają kaskadą jak deszcz, dźwięczą metalowe stożki przyszyte do sukni,
długie frędzle są
jak promienie słońca. Orli puch wpięty we włosy chroni ją, przekazuje jej
boską moc orła, świętego ptaka. Szaman przypomina, że przez cały czas
ceremonii Anissa może pić wyłącznie źródlaną wodę i tylko przez słomkę.
Ceremonia dojrzewania jest obrzędem niezwykle wyczerpującym, próbą fizycznej
i psychicznej wytrzymałości pozwalającej ciału stać się duchem tak czystym
jak źródlana woda. Cztery pieśni szamanów oznajmiają, że Anissa jest
gotowa do ceremonii. Wieczorem
na wielkim placu, w blasku ogromnego ogniska, odbywają się sakralne tańce
Duchów Gór oraz tańce towarzyskie. Anissa w towarzystwie matki duchowej,
Samanthy i dwóch innych kobiet, w specjalnym namiocie, w którym przez cztery
dni i cztery noce płonie święty ogień przypominający święty ogień w kiva
Hopi, słucha pieśni szamanów. Co cztery pieśni wstaje i przy akompaniamencie
bębnów wykonuje rytualny taniec, przesuwając się małymi kroczkami w lewą i prawą
stronę. Pieśni szamanów, rytmiczny głos bębna, pełen
wdzięku taniec dziewczyny przenikają nas i sprawiają, że wszystko staje się
rytmem i śpiewem. Wracamy do obozu bardzo późno, gdyż nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności popatrzenia na fascynujący spektakl, jakim są tańce Duchów Gór. Kładziemy się spać po północy.
Tancerz Gan przed rozpoczęciem kolejnego tańca Sobota Jeden
z najpiękniejszych obrzędów całej ceremonii, tzw. taniec wschodzącego słońca,
Na hi es, zaczyna się w sobotę tuż przed świtem. Nie chcę uronić ani
jednej chwili z tego obrzędu. Boję się zaspać. Moje obawy okazują się
przedwczesne. O czwartej nad ranem budzi nas wszystkich Herb głośną muzyką,
jakimś nieprawdopodobnym meksykańskim flamenco, które zrywa nas na nogi. Przed prowizoryczną łazienką z prysznicem
ustawiło się kilka osób, lecz nie chcemy czekać.
Myjemy się w misce za kuchnią. W kuchni płonie wielkie
ognisko i rozjaśnia mrok. Herb przygotował wszystkim jajecznicę z chorizo i
placki smażone w oleju. Zaraz potem wsiadamy do samochodu i udajemy się
na wielki plac, na którym wczoraj odbywały się tańce. Plac ten znajduje się
w pewnej odległości od obozu. Anissa i towarzyszące jej osoby są już na
miejscu. Muzycy grają na bębnach, wszyscy poruszają się rytmicznie. Ceremonia
wschodzącego słońca zaczyna się tuż przed świtem, a kończy, gdy słońce
znajduje się w zenicie. Jest niezwykle wzruszającym obrzędem o wymiarze
kosmicznym. Na pustym placu stoi Anissa z laską w ręku w towarzystwie matki
duchowej, druhny oraz rodziców. Razem tworzą rząd zwrócony na wschód. Za
nimi stoją bębniarze i szamani. Przed Anissą rozłożono jeden na drugim
cztery pięknie utkane koce, a te przykryto jelenią skórą. Przed kocami
ustawiono kosze i kartonowe pudełka z darami. Kosze te tworzą długą linię
biegnącą na wschód niczym długi promień słońca. Na wschodzie wznoszą się
czarne skały, niebo nad nimi jest już jasne, choć słońce jeszcze nie wzeszło.
Muzycy bębnią, szamani śpiewają. Ten
rytm udziela się wszystkim. Nagle w skalnym rozłamie rozbłyska pierwszy
promień słońca, biegnie po darach ułożonych na ziemi i pada na Anissę.
Cekiny jej stroju zaczynają się skrzyć, suknia nabiera
blasku, Anissa stoi skąpana w pierwszych promieniach słońca, otoczona niezwykłą
aureolą, światłem wstającego dnia, rodzącą się nadzieją. Głosy bębnów
wznoszą się do nieba, błogosławiąc wschodzące słońce, które podobnie jak
rozkwitająca dziewczyna niesie ze sobą obietnicę trwania. Wszystko staje się
duchem, przenosi do innego wymiaru, wzruszenie zatyka oddech, szamani śpiewają,
a Anissa stoi twarzą w twarz ze wschodzącym słońcem. Moment jest zupełnie niezwykły i trzeba geniuszu
Indian, ich duchowej unii ze światem, żeby podobną ceremonię stworzyć. Jakże
niezwykle musiała wyglądać ta chwila w okresie, gdy Apacze żyli na wolności
i witali słońce wstające nad górami Chiricahua. Anissa
patrzy prosto w słońce, poruszając się w rytm bębnów. Ognista kula wznosi
się coraz wyżej i wyżej, opromienia grupkę Indian, wielką łąkę i cały
świat. Teraz
następują po sobie kolejne etapy ceremonii (ich nazwy napisane są zgodnie z
dzisiejszą ortografią Apaczów). Etapów tych jest osiem. 1.
Bihl de nił ke (Ona tańczy sama) Anissa
staje na miękkiej jeleniej skórze. Laską stuka w ziemię w rytm bębnów
wodnych. Szamani śpiewają pieśni o prapoczątkach, o Kobiecie Pomalowanej na
Biało, która teraz przekazuje swoją moc dziewczynie. Pierwsza
Kobieta Pierwszego Ranka w
Pierwszym Ogrodzie... Pieśni
przypominają o boskiej proweniencji człowieka i całego stworzenia. 2.
Niztah (Klęcząc) Anissa klęka na jeleniej skórze z twarzą wzniesioną ku słońcu. Ręce unosi na wysokość ramion, dłonie zwraca ku gwieździe. W takiej pozycji Kobieta Pomalowana na Biało została niegdyś zapłodniona przez słońce. Dziewczyna przechyla się rytmicznie w prawą i lewą stronę. Matka duchowa czuwa nad tym, aby jej dłonie były niezmiennie zwrócone ku słońcu w geście błogosławieństwa. Szamani śpiewają cztery pieśni.
Pod czujnym okiem matki duchowej dziewczyna rytmicznie przechyla się w prawo i w lewo. (zdjęcie: John Annerino) Słońce
wznosi się coraz wyżej, jest coraz goręcej. Na plac stopniowo zjeżdżają się
goście. Parkują samochody i ustawiają się w kręgu. Podczas całej ceremonii
Anissa i towarzyszące jej osoby stoją twarzą do słońca bez żadnego
nakrycia głowy. Od czasu do czasu matka duchowa podaje dziewczynie źródlaną
wodę, którą ta pije przez słomkę. Samantha ociera jej twarz chusteczką.
Druhna podaje dziewczynie wodę, ociera jej twarz 3.
Nizti (Leżąc) Rodzice
duchowi pomagają Anissie położyć się na brzuchu z rękami wzdłuż ciała,
z twarzą uniesioną do słońca. W rytm czterech pieśni matka duchowa masuje
jej ręce i nogi, najpierw dłońmi, potem stopą. Dzięki tym masażom Kobieta
Pomalowana Biało uczyni ciało Anissy zręcznym, silnym i kształtnym. Przez cały
czas masażu Anissa dzielnie unosi głowę w kierunku słońca. 4.
Gish ih zha yinda sle dił ihłye (Laska tkwi w ziemi, ona biegnie dookoła)
Przed rozłożonymi w długiej linii darami matka duchowa z pomocą szamana
wbija w ziemię laskę Anissy. Przy akompaniamencie pieśni i bębnów Anissa
cztery razy biegnie do laski, obiega leżące w długiej linii dary i wraca na
swoje miejsce. Za nią podąża matka duchowa. Cztery okrążenia symbolizują
cztery etapy życia: dzieciństwo, młodość, wiek dojrzały i starość. 5.
Nistan (Bieg) Anissa wraz z towarzyszącymi jej osobami biegnie kolejno na wschód, południe, zachód i północ. Za każdym razem zatacza koło i wraca na swoje miejsce. Za nią biegnie jej rodzina i wszyscy ci, którzy pragną zapewnić sobie przychylność dobrych duchów z czterech stron świata. My też uczestniczymy w biegu.
Wspólny bieg
Bieg to chwila radości i wytchnienia 6.
Sha nał dihl (Sypie się słodycze) Anissa
stoi na jeleniej skórze. Szaman błogosławi ją, kreśląc żółtym pyłkiem
magiczne znaki na jej głowie, piersi, ramionach, stopach i lasce. Następnie
wysypuje zawartość małego koszyka wypełnionego cukierkami, ciastkami,
pestkami słonecznika, ziarnem kukurydzy. Te dary są zapowiedzią dostatku i płodności.
Zaraz
potem rodzina dziewczyny rozdaje zgromadzonym prezenty. Ludzie podchodzą do
ustawionych w długiej linii koszyków i biorą coś dla siebie. W koszykach są
słodycze, owoce, napoje. Wśród
zgromadzonych jest sporo osób, które nie zostały zaproszone. Najczęściej są
to bardzo ubodzy Indianie z rezerwatu. Wiosną i latem przychodzą na ceremonie,
żeby się posilić, wziąć coś z darów. To oni najczęściej wybierają
papierosy z koszyka, który trzyma ojciec dziewczyny. I nikt im tego nie
zabrania, nikt ich nie przegania, nikt nie odmawia papierosa ani posiłku.
Indianie to ludzie, którzy dzielą się wszystkim. Rodzina organizująca
ceremonię ma tylko jedno życzenie: żeby niezaproszeni goście nie zakłócali
spokoju, żeby podchmieleni młodzi nie wszczynali bójki. Teren obozu otoczony
jest płotem i zamykany na noc, natomiast w dzień każdy może wejść do
kuchni i posilić się ze wszystkimi. Żyjący na marginesie ludzie przychodzą
na ceremonię nie tylko po to, żeby coś zjeść. Uczestniczą we wszystkich
ceremoniach błogosławieństwa i zanoszą gorące prośby do Kobiety
Pomalowanej na Biało uosobionej przez dziewczynę. My
też dostajemy prezent. Matka Anissy wręcza nam piękny skórzany worek wyszyty
paciorkami, w którym znajdują się owoce i słodycze. Podczas rozdawania
darów i dzielenia się słodyczami dużo jest śmiechu i radości. To chwila
odprężenia dla wszystkich.
Czarujący spektakl 7.
Ba na ihl dih (Błogosławi się ją) Zaraz
potem następuje ceremonia błogosławieństwa. Zgromadzeni goście, najpierw mężczyźni,
potem kobiety, ustawiają się w długą kolejkę do Anissy, żeby ją pobłogosławić.
Każdy nabiera żółtego pyłku z koszyka szamana i na jej głowie, ramionach,
stopach i lasce kreśli znak krzyża łączącego cztery strony świata oraz
znak świętego kręgu życia. Potem każdy obraca się wokół siebie z ręką
wzniesioną w geście błogosławieństwa. Niektórzy zwracają się do
dziewczyny z osobistą prośbą bądź modlitwą. Anissa bierze na ręce małe
dziecko i wznosi je do słońca, masuje nogi chorej kobiety, dotyka chorego.
Ceremonia trwa długo, gdyż kontakt z pełną magicznej mocy Pierwszą Kobietą
przynosi szczęście i ulgę w cierpieniu. 8.
Gihx ił ke (Ona rzuca koce) Po
skończonym błogosławieństwie Anissa rzuca na cztery strony świata cztery leżące
przed nią koce. Ten symboliczny gest oznacza, że Matka-Ziemia będzie nad nią
czuwać i chronić ją przez całe życie. Teraz milkną bębny wodne. Pieśniarze
i szamani zdejmują kapelusze i ze wzniesioną ręką obracają się dokoła
siebie. Wszyscy zebrani robią to samo. Ceremonia wschodzącego słońca jest
skończona. Patrzę na zegarek. Jest godzina jedenasta. Jestem jednak pewna, że
słońce stanęło w zenicie i jest słoneczne południe. Indianie nie kierują
się zegarkiem, ich przewodnikiem jest słońce, które przez cały ranek
przekazywało swoją moc Anissie.
Wracamy do obozu na obiad. Nakładamy na talerze wybrane potrawy i idziemy do
stołu pod daszkiem z gałęzi. Arbuzy, melony, sałatka, mięso z rusztu, ciasto
czekoladowe, kawa. Dosiada się do nas młoda Amerykanka w długiej sukni z
karczkiem, przedstawia się. Poznajemy Carol Markstrom, autorkę książki na temat ceremonii
dojrzewania Apaczów, Nawaho, Indian Lakota i Ojibwa. Carol jest zakochana w
tych obrzędach. Tłumaczy nam szczegółowo ich sens. Po
obiedzie mamy ochotę odpocząć. Jest niezwykle gorąco. Linda proponuje, żebyśmy
pojechali nad jezioro w rezerwacie. Jest to wielkie sztuczne jezioro powstałe
po wybudowaniu zapory wodnej. Przy jej budowie pracowali Apacze z rezerwatu.
Sama zapora to wielka góra betonu, lecz jezioro jest niezwykle malownicze.
Siadamy na kamieniach i moczymy nogi w wodzie. Nie możemy jednak długo
wytrzymać na słońcu. Szukamy cienia i kładziemy się na trawie. Mamy za sobą
nieprzespaną noc, a przed sobą kolejny długi wieczór obrzędów. Myślę o
niezwykłej wytrzymałości Anissy, pełnej duchowej siły i tajemniczej mocy. Ściemnia się, gdy wracamy na teren ceremonii. Ten wieczór jest wieczorem Duchów Gór. Plac wygląda nieco inaczej niż rano. Po stronie zachodniej wzniesiono z czterech długich żerdzi sakralną konstrukcję w kształcie tipi. Każda żerdź pochodzi z innego drzewa i symbolizuje inną moc: sosna i orzech dostarczają jedzenia, dąb oznacza siłę, a zapach jałowca rozchodzi się jak kadzidło podczas modlitwy. Konstrukcję zwieńczono zielonymi gałęziami topoli. Po stronie wschodniej, południowej, zachodniej i północnej placu ustawiono cztery sosny. Pośrodku płonie wielkie ognisko. Ludzie siadają na przywiezionych krzesłach bądź stoją w wielkim kręgu. W poprzednich obrzędach uczestniczyła głównie rodzina, teraz natomiast przybyło mnóstwo ludzi spoza rodziny, przeważnie Apaczów, ale również sporo białych Amerykanów. Na placu zebrało się z całą pewnością nie mniej niż trzysta osób. Taniec Duchów Gór jest spektaklem fascynującym i przyciąga tłumy widzów. Jest ciemno. Dzieci biegają po placu. Noszą bransoletki z plastikowych rurek wypełnionych fosforyzującym płynem, które świecą wszystkimi kolorami tęczy. Mała dziewczynka przynosi mi różową rurkę, zakładam ją sobie na rękę. Anissa i towarzyszące jej osoby stoją w szeregu zwróceni na wschód. Anissie towarzyszy teraz kilka młodych dziewczyn w pięknych skórzanych sukniach. Bębniarze zaczynają grać na bębnach wodnych, szamani śpiewają. Z mroku wynurzają się tancerze Gan i rozpoczyna się nieopisany czar. Tancerze mają zamaskowane twarze, a na głowach kunsztowne konstrukcje z drewna juki. Podczas świętej ceremonii w górach przejęli wielką moc Duchów Gór. Podobnie jak Kobieta Pomalowana na Biało, która za pośrednictwem młodej dziewczyny zeszła do swego ludu, by zapewnić mu opiekę i ochronę, tak Duchy Gór przybyły pod postacią tancerzy odnowić prastare przymierze z ludem Nde. Zarówno tancerze, jak i ich tańce mają wielkie znaczenie symboliczne, które opisałam w artykule Taniec Duchów Gór. Spektakl jest porywający. Tańce wykonywane w rytm pieśni szamanów, uderzeń bębnów i dźwięków dzwoneczków są tak żywiołowe, tak frenetyczne, że sprawiają wrażenie transu. Ruchy rąk trzymających święte różdżki, ruchy stóp tupiących w ziemię, ruchy pomalowanych ciał i głów strojnych w korony zachwycają. W czarnych maskach tancerze sprawiają wrażenie istot nierealnych i po części nimi są, gdyż dynamiczne tańce wykonywane w gorący wieczór Arizony, z głową obwiązaną chustą, wymagają nadzwyczajnej siły fizycznej i duchowej. Głosy śpiewaków, dudnienie bębnów, opętanie tancerzy, ich ekstaza wywołują ekstazę patrzących. Te tańce to prawdziwe arcydzieło, tym bardziej, że ich przepiękna forma w najmniejszych detalach przesycona jest sensem. Taniec Duchów Gór Apaczów, podobnie jak cała ceremonia dojrzewania, powinny zostać wpisane przez UNESCO do kulturowego dziedzictwa ludzkości. Tych tańców nie odda żadna fotografia, żaden rysunek, żaden opis. Trzeba je zobaczyć. Trzeba zobaczyć, jak sekretna magia łączy ruchy i gesty tancerzy, barwy ich stroju, głos bębnów, śpiew szamanów, blask ognia, rozgwieżdżone niebo w wyzwalające, kosmiczne widowisko.
W sakralnym tańcu Duchów Gór uczestniczą dziewczyny w ceremonialnych strojach Tancerze
tańczą najpierw dookoła wielkiego ogniska, błogosławiąc ogień, cztery
strony świata i gwiazdy. Następnie przechodzą do ceremonialnej konstrukcji z
czterech drzew, przed którą stoi Anissa w otoczeniu młodych dziewczyn. Duchy
Gan tańczą dookoła tej konstrukcji, pociągając dziewczyny w wir sakralnego
tańca. W mroku nocy wykonują cztery razy po cztery tańce. Ceremonia Duchów Gór
kończy się o godzinie dziesiątej. Duchy Gan i Kobieta Pomalowana na Biało
przekazują ludziom ogromne, przenikające wszystko poczucie szczęścia,
przejmujące odczucie doskonałości świata, odczucie boskości. Wracamy do obozu oszołomieni.
Tajemniczy Duch Gór Niedziela
Herb znowu budzi nas o czwartej nad ranem swoją przeraźliwą
hiszpańsko-meksykańską muzyką. Krząta się w kuchni z pomocnikami, Jamesem i
Tomem. Tom ma ciemną cerę i lekko rozjaśnione włosy. Smaży placki w oleju. Herb
przygotowuje jajecznicę na ogromnej patelni. Pytam, czy mogę w czymś pomóc, ale
nie pozwalają mi niczego dotknąć. Nalewam sobie kawy. Andrzej je jajecznicę. Trochę później
przychodzi zaspana Linda. Schodzi się rodzina Anissy.
Na siódmą jedziemy na miejsce ceremonii. Gdy nadjeżdżamy, widzimy idącego
naprzeciwko tancerza Gan. Jestem zaskoczona, gdyż myślałam, że Duchy Gór mogą
się pokazywać tylko nocą. Linda tłumaczy, że czwartego dnia ceremonii ich
tańce odbywają się również w dzień. Idący naprzeciwko tancerz to
„Klown”, najniższy, najszczuplejszy z tancerzy, a
jednocześnie szaman, Duch Gór wyposażony w największą moc. On jeden ma
twarz zakrytą białą maską. Idąc, szybko kręci
zawieszoną na długim sznurku czuryngą. Czurynga wiruje w powietrzu, głośno
furczy, naśladując wiatr prapoczątków. Szaman oczyszcza w ten sposób teren
mającej się odbyć ceremonii. Niedziela
to dzień, w którym młoda dziewczyna zostaje pomalowana na biało. Na wielkim placu Anissa w towarzystwie matki duchowej, Samanthy i rodziców stoi przed konstrukcją z czterech drzew. W rytm bębnów i śpiewu szamanów okrąża konstrukcję, potem staje pośrodku drzew twarzą do słońca i wznosi ręce do nieba na znak błogosławieństwa.
Tancerze
Gan gotowi do ceremonii
Nadchodzą tancerze Gan. W blasku słońca doskonale widać szczegóły ich strojów, kolorowe
korony na głowach, malowidła na piersiach i plecach. Tancerze błogosławią
cztery strony świata, tańcząc dookoła czterech wbitych w ziemię sosen. Następnie
błogosławią Anissę podchodząc do niej z czterech stron. Wykonują przepiękny
taniec wokół dziewczyny i ustawiają się dookoła niej ze
wzniesionymi rękami dzierżącymi święte różczki, jakby brali ją w opiekę.
Dynamiczny taniec wokół dziewczyny Następuje
ceremonia błogosławieństwa tancerzy w koronach. Najpierw mężczyźni, potem
kobiety podchodzą do tancerzy, każdy nabiera trochę żółtego pyłku z
koszyka szamana i kreśli znaki na ich głowach, ramionach i stopach. Dotykając
tancerzy Gan, przejmuje się moc Duchów Gór. Po skończonej ceremonii tancerze
odchodzą.
Nastaje chwila wytchnienia. Rozglądam się po placu. Dorośli siedzą na krzesłach,
dzieci biegają. Nieopodal ustawiło się kilka samochodów z napojami, lodami,
smażonym chlebem, tortillami. Jest bardzo gorąco. Przysiada się do nas dziadek
Anissy. Pyta, czy zechcielibyśmy mu przysłać zdjęcia z ceremonii. Przypuszcza,
że będę lepsze niż te, które robią własnym aparatem. Dziękuje nam za obecność.
Mówi, że dla nich to wielki honor, gdy na ceremonię przybywają ludzie zza
oceanu. Przekonujemy go, że to dla nas wielki zaszczyt i że tego zaszczytu nie zapomnimy nigdy. Patrzy na nas chwilę i dodaje, żebyśmy mówili
ludziom o tym, co tu widzimy, żebyśmy o tym pisali, aby przetrwała pamięć
o prastarych apackich obrzędach, bo nie wiadomo, jak długo jeszcze będą
odprawiane. W rezerwacie tylko dwudziestu szamanów zna język apacki i stare święte
pieśni. Młodzi nie chcą się uczyć języka przodków. W telewizji, w szkole
mówi się po angielsku. Starsi ludzie przywiązują wagę do tradycji, ale nie
zawsze udaje im się przyciągnąć do niej młodych. Dziadek Anissy daje nam swój
adres. Płytę ze zdjęciami przesłaliśmy mu zaraz po powrocie, na co
odpowiedział wzruszającym listem. Nadchodzi
czas jednej z najważniejszych ceremonii: pomalowania dziewczyny na biało.
Anissa staje pośrodku czterech drzew. Rozbrzmiewają bębny i śpiew szamanów.
Ojciec duchowy trzyma w rękach wielką misę, w której źródlaną wodą
rozrobiono mąkę kukurydzianą, glinkę i żółty pyłek pałki. Wracają
tancerze Gan. Tańcząc wokół Anissy, biorą jeden po drugim wiązkę świętych
traw, maczają ją w misce, wznoszą ku słońcu i delikatnie skrapiają dziewczynę z
czterech stron. Wszystko w tańcu, w rytm bębnów i pieśni. Wraz z końcem
ostatniej pieśni dziewczyna pomalowana zostaje na biało. Białe są jej włosy,
twarz, sukienka. Ceremonia jest przejmująca. Duchy Gór, w rytm ekstatycznego
tańca, przemieniają dziewczynę w Kobietę Pomalowaną na Biało, pierwszą rodzicielkę i
karmicielkę, kobietę idealną. Ojciec duchowy bierze misę
i razem z dziewczyną oraz towarzyszącymi jej osobami idzie wzdłuż kręgu
zebranych i wiązką traw kropi wszystkich na znak błogosławieństwa. Na spódnicy
i bluzce mam białe plamy. Chciałabym zachować je jak najdłużej. Jakież
było moje zdziwienie, gdy w kilka godzin plamy zniknęły bez śladu. Woda
ulotniła się, delikatny pyłek odpadł. Równie szybko znika żółty pyłek,
którym kreśli się znaki na głowie i ramionach podczas ceremonii błogosławieństwa.
Tańcząc, malują dziewczynę na biało Teraz
tancerze
Gan, Anissa
i ojciec duchowy otwierają pochód. Wszyscy zebrani idą za nimi w rytm pieśni.
My też dołączamy do korowodu. Okrążamy wschodnie drzewko ceremonialnej
konstrukcji, dotykamy go, idziemy do sosny na wschodzie, okrążamy ją i
wracamy do ceremonialnej konstrukcji. Okrążamy drzewko południowe, idziemy do
sosny na południu i tak dalej, aż po sosnę na północy. Gdy przechodzimy koło
każdej z sosen, idący obok mnie mężczyzna zrywa po dwie małe gałązki, jedną z
nich daje mnie, a drugą zachowuje dla siebie. Ludzie dotykają sosen rękami. Te święte gałązki
mam do dziś. Po skończonym pochodzie wszyscy obracają się dokoła z
podniesioną ręką.
Kobieta Pomalowana na Biało Szaman
zapowiada, że koniec ceremonii nastąpi po czterech tańcach Duchów Gór. Z
zachwytem i żalem patrzę na te ostatnie tańce. Kończąc, zamaskowani
tancerze błogosławią ogień z czterech stron i odchodzą. Giną wśród drzew
ich piękne korony. Wszyscy obracają się dokoła z uniesioną ręką.
Ceremonia jest skończona. Do
rodziny Anissy podchodzą kolejno goście, składają wszystkim życzenia i dziękują.
My też dziękujemy, ściskamy Anissę, życzymy jej szczęścia i siły. Wracamy
do obozu na obiad. Po obiedzie siadamy w kręgu razem z innymi. Żartujemy,
jakbyśmy mieli tu zostać na zawsze. Jak co wieczór przybiegają do nas
dzieci. Roy, Indianin Nawaho, przynosi nam torebkę cynamonowych ciastek
upieczonych przez żonę. Wymieniamy adresy. Ściska nas w gardle, gdyż jest to
chwila pożegnania. Musimy jechać do Phoenix, skąd rano odlatuje nasz samolot
do Europy. Linda odjedzie jutro po śniadaniu. Pożegnania Indian są krótkie,
Indianie nie znają słowa do widzenia. Herb wręcza nam zrobione na drogę
kanapki, całuje nas i od razu odchodzi. Ściskamy rodziców Anissy, jej siostrę
Christinę. Żartujemy z ludźmi siedzącymi na ławkach pod daszkami z mat. Gdy
wsiadamy do samochodu, podchodzi do nas dwóch młodych chłopaków, jednych z tych, którzy
krążą wokół ceremonii. Są trochę wstawieni. Chcą, żeby im zrobić
zdjęcie. Ustawiają się w dumnej postawie, każdy podnosi zaciśniętą prawą pięść.
Potem ściskają nas i nie chcą puścić. Jakoś się wyrywamy. Odjeżdżamy. Linda
odprowadza nas, jadąc za nami samochodem. Zatrzymujemy się za rezerwatem. Chwila
rozstania z Lindą jest najtrudniejsza. Mają rację Apacze, że jej nie przedłużają.
Linda całuje nas szybko i wsiada do samochodu. Patrzymy za nią, dopóki nie
zniknie na horyzoncie. Kiedy się teraz zobaczymy? W drodze do Phoenix myślę o Anissie i jej rodzicach, o dziewczynach w ceremonialnych sukniach, o Lindzie, tancerzach Gan, Herbie i tych dwóch chłopakach, którzy prosili o zdjęcie. Będziemy o nich mówić, będziemy o nich pisać. Życzę im, żeby wszyscy bogowie wzięli ich w swoje dłonie i chronili przed klęskami, które nie przestają na nich spadać, przed siłami, które próbują zetrzeć ich świat z powierzchni ziemi. Życzę im, aby cudowna Kobieta Pomalowana na Biało czuwała nad nimi i strzegła tego, co tak skutecznie przekazuje im od wieków: gościnności, otwartości, taktu, uczciwości, godności, hojności, tych wszystkich cech, które za każdym razem, gdy jesteśmy u nich, ujmują nas do głębi. Zofia Kozimor ________________________ ©Zofia Kozimor
|
|
| Powrót | ||